piątek, 13 stycznia 2012

Dane na dysku - najważniejsza archiwizacja.

Autorem artykułu jest Krzysztof Dmowski



Przed wielu laty kupiłem używany komputer. Miałem z nim ciągłe problemy. Word wyłączał się co kilka minut, niebieski ekran widziałem co kilka godzin. I żadna ze znanych mi wówczas metod nie działała.

Wtedy o komputerze wiedziałem… wiedziałem jak go włączyć i wyłączyć. Przychodzili do mnie różni „medycy” i stosowali różne metody, z których dziś się śmieję. Co ciekawe niektórzy byli absolwentami szkół komputerowych. Jedną z występujących rzeczy było to, że Word nie potrafił zapisać dokumentu.

Problem został rozwiązany bardzo szybko i bardzo łatwo. Zrobiłem to sam, posłuchawszy rady innego użytkownika komputera. Zdjąłem partycję dysku. Problem występujący w tym komputerze wynikał z tego, że poprzedni użytkownik wciąż coś instalował i usuwał, formatował dysk i stawiał system co kilka dni. Ale nigdy nie usuwał partycji…

Przez wiele lat naprawy komputerów zauważyłem, że użytkownicy z komputera czynią cudowny obiekt do przechowywania wszystkiego. Pulpit zawalony jest różnymi plikami, a w pasku obok zegara występują dziesiątki aplikacji działających w tle. Ale pomimo rozwoju, zwiększania wydajności procesora, pamięci operacyjnej, dyski nadal pracują z tą samą prędkością. Oczywiście dziś znamy już dyski w postaci kości elektronicznych, które są dobre do czasu, aż nie utracą danych. Przy fizycznym zapisie zawsze istnieje szansa odzyskania danych, w elektronicznym nie ma takiej opcji.

Komputer poznawałem od poziomu DOS. Windows 3.1, potem 3.11, rewelacją był Windows 95, w 98 już prawie nie wymagał żadnej dodatkowej obsługi, a XP sam rozwiązuje „wszystkie” problemy. W starych systemach nie występowała potrzeba instalowania programów w systemie, działały one bez instalacji. Dlatego sprawdzało się dzielenie dysku na partycje. Z czasem jednak partycja z systemem była tak zmasakrowana, że formatowanie dysku nie poprawiało nic. I wtedy należało zdjąć partycję. Ale nawet po zdjęciu partycji w systemie Windows 98 zdarzało się, że system po ponownym zainstalowaniu i pierwszym uruchomieniu na ułamek sekundy wyświetlał ostatnią tapetę pulpitu. Czyli nadal zachowywał dane, które nie powinny istnieć, ale ten popularny błąd wciąż występował. Jest tutaj najlepszy dowód na to, że dane na dysku nigdy nie są usuwane do końca. Formatowanie tylko zamazuje informacje, które można nadal odzyskać. Dlatego dzielenie dysku na partycje sprawia, że nawet jeżeli na jednej partycji usunęliśmy „wszystko”, dane w postaci wirusa lub błędnego wpisu, mogą być zachowane na drugiej.

Dziś stosuje innego rodzaju zabieg. Usuwam system operacyjny z dysku, a następnie tworzę partycję w systemie Linux. Dopiero potem ponownie usuwam partycję. Wtedy tworzę nową, formatuję dysk i stawiam system. Wówczas mam większą pewność, że dane zostały w dużej mierze usunięte.

Poza tym na moim pulpicie jest pięć podstawowych ikon — nic więcej. A w pasku obok zegara są tylko potrzebne mi programy. Wszystko czego nie używam na co dzień jest wyłączone. Staram się nie trzymać na dysku programów, których nie używam. Podczas skanowania antywirusowego program za każdym razem skanuje te same pliki.

W dniu kiedy kupiłem dysk USB o dużej pojemności przestałem archiwizować dane na płytach. Co się może stać? I stało się. Podczas mojej nieobecności w domu przyszła burza i po jakimś przepięciu żadnych danych z tego dysku nie można odzyskać. Uszkodził się mechanizm i dysk robi „czyt”, „czyt” przy każdym uruchomieniu. Jest oczywiście szansa, że za którymś razem „złapie” i będzie można skopiować dane na inny nośnik, ale po kilku miesiącach te dane przestały mieć taką wartość jak miały w chwili awarii i do dziś żałuje, że nie zapisywałem danych na płytach. Wcześniej też się zdarzało, że dysk poleciał w komputerze stacjonarnym i nic nie można było poradzić, ale wtedy zawsze miałem kopie ważnych plików na płytach.

Może przyczyną jest to, że kiedy ja jestem w domu i nie śpię, mój komputer wtedy pracuje. Wcześniej w komputerach stacjonarnych miałem kartę TV, ale odkąd przestałem oglądać telewizję, a telewizor służy do oglądania filmów na dvd, karta w komputerze przestała być potrzebna. Jednak mimo to komputer wciąż pracuje, a ja nie potrafię mu na tyle zaufać, żeby ważne dane trzymać na dysku nie posiadając ich aktualnej kopi.

---

Krzysztof Dmowski
http://www.kdpowiesci.republika.pl/


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz